Możliwe, że tak zupełnie nad stresem nigdy nie zapanuje i
raczej bym nie chciała, gdyż to by oznaczało znalezienie na cmentarzu. Stres
bywa mobilizujący-motywuje do działania. Ciężko wyobrazić sobie życie bez
działania. Każdy kto żyje do czegoś dąży, reagując na reakcje otoczenia. Ponieważ
w niektórych sytuacjach, chodzę jak pospinana (inaczej niż na co dzień)
zainteresowałam się tematem stresu. Stres maleje im bardziej przygotujemy się
do tego co jest jego źródłem przy czym przygotowanie na ostatnią chwile raczej
nie są czymś realnym, gdyż w tym momencie jego poziom może być na tyle duży by
to uniemożliwić. Raczej już się nie zdarza bym na stresującą rozmowę, czy
spotkanie poszła tak po prostu. Przed pomaga mantry i oddychanie. To z powodu
nie możności jednoczesnego skupienia się na słowach mantry lub oddechu i
sytuacji stresowej. Osobą szczególnie wrażliwym codzienne praktykowanie obu
rzeczy może nawet uratować życie. Zewsząd słyszy się hasło „stres zabija”. Być
może jednak nie każdy wie na czym owo
„zabijanie” polega. Na zmianie chemicznego składu krwi, a ściślej na stopniowym
pozbawianiu jej tlenu. W wielu ludziach techniki mantry, czy oddychania wręcz
wzbudzają śmiech. To nastawienie zmienia się po około 15-20 minutach
praktykowania, gdy zaczyna się czuć mrowienie/ciepło w stopach lub pojawia się
wrażenie odklejania powietrzem zdrewniałych pęcherzyków płucnych. Zauważyłam,
że wszystkie techniki relaksacyjne lub mające na celu dodanie śmiałości łączy
dotlenienie organizmu oraz poprawa krążenia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.